Pierwsze obrazy, które publicznie zaprezentowała rok po dyplomie na indywidualnej wystawie w krakowskiej Galerii Szalom przedstawiały pejzaże. Wystawa ta nosiła tytuł „Zaklęte rewiry”. Prezentowane tam obrazy w świadomie abstrakcyjny sposób przedstawiały pejzaż śląski: kopalnie, opuszczone szyby, familoki, postindustrialną architekturę Mysłowic, Katowic, Nikiszowca oraz innych miast Górnego Śląska. Prezentacja prac odbiła się szerokim echem w środowisku krakowskim, pojawiło się wiele artykułów w prasie krakowskiej. Ale sukces niewątpliwy zawdzięcza autorka nie sprawności formalnej, warsztatowej, czy wreszcie „wstrzeleniu” się w swoistą modę na postindustrialne tematy. Tajemnica piękna tamtych obrazów to swoista poezja, idea i czerpanie z tradycji koloryzmu polskiego.

W następnych latach artystka zajęła się aktem ukazanym na tle pejzażu. To, co charakterystyczne u malarki to powroty do przeszłości, nie tylko w sferze intelektualnej czy formalnej, ale przede wszystkim powroty do rzetelnej pracy technologicznej. Postać kobiety jest tu tylko pretekstem, żeby po mistrzowsku rozstrzygać dwuwymiarową płaszczyznę, a ponadto uczynić kompozycje figuralne nośnikiem idei. W sposób niesłychanie dojrzały autorka zachowuje proporcje tam, gdzie kwestie warsztatowo-formalne równoważą pomysł. Idea obrazu jest nośna, choć niełatwo ją określić słowami, bo przecież nie można o tych obrazach powiedzieć, że są to po prostu akty. Widz może odczytać wiele wątków, bliskich mu i rozpoznawalnych. Jedno nie ulega wątpliwości: możliwość różnych interpretacji uzyskuje autorka uniwersalnością swej sztuki oraz poezją i ciepłem.

W najnowszych obrazach pojawiają się kobiety grające na instrumentach muzycznych na tle starych dworców i familoków. Temat czasu, przemijania, podróży odgrywa dużą rolę w twórczości artystki. Natomiast na czterech dużych płaszczyznach figuralnych pt: "Cztery pory roku" pojawia się temat relacji międzyludzkich, a dokładnie damsko-męskich. Nie da się ukryć, że obrazy zawierają duży pierwiastek erotyzmu, który w sztuce nawet sakralnej, zwłaszcza późnorenesansowej był obecny. Ale jest to erotyzm nienachalny. Jerzy Nowosielski zapytany kiedyś o rolę erotyki i jej obecność w swoich niektórych obrazach odpowiedział, że dla niego bardziej tajemniczym, zahaczającym o sacrum jest kawałek odkrytego kolana czy ramienia niż kompletny akt w dosłownym sensie. Podobna idea przyświeca sztuce Anny Rusinek. Sacrum w jej dziełach jest wyraziste dzięki temu, że forma aktu jest częścią niemal matematycznych rozstrzygnięć na płaszczyźnie. Autorka udowadnia tym samym, że idea w sztuce i w życiu ma sens, jeśli proporcje odpowiednich zabiegów są zachowane. I to, co najważniejsze - że sztuka istnieje tylko wtedy, gdy nierozłącznie stoją obok siebie trzy elementy uniwersum:  prawda, dobro i piękno.

Artystka brała udział w licznych wystawach indywidualnych, a jej prace znajdują się w kolekcjach i zbiorach prywatnych w kraju, Europie i za oceanem.